17 sierpnia 2014

Powitanie

Witajcie!

Zastanawiałam się długo, nad kwestią pisania.
Doszłam do wniosku, że nie mogłabym tego tak po prostu porzucić, więc proszę o werble...

Bum bum tss tss


A o to i on.
Jest to nowe opowiadanie. Wejdźcie a dowiecie się więcej.
Na zakończenie chcę wszystkim jeszcze raz bardzo podziękować za całe wsparcie i pomoc przy opowiadaniu, na którego stronie jesteśmy.

Czas iść dalej, porzucić przeszłość i otworzyć nowy rozdział.

Tak więc, witam na nowym świecie.

22 czerwca 2014

Epilog


...

Zamknęłam książkę i z hukiem odłożyłam ją na szafkę nocną.
"Alice, przeczytaj tą książkę, na pewno Ci się spodoba" - cytowałam w głowie słowa Michelle.
Tak na 100% kurde. Ehh... Przecież ona dobrze wie, że nie lubię takich rzeczy. Zabiję ją.
Jeszcze teraz mam spotkać się z Jack'iem. Ehm.. W dodatku po to by z nim zerwać... Super!
Wstałam z łóżka i udałam się w stronę łazienki.
Po kilku minutach byłam już gotowa.
Powoli podążałam w stronę fontanny znajdującej się w parku. Jack już tam na mnie czekał.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - Powiedział Jack z uśmiechem.
- Ale jestem. - Odparłam i usiadłam na murku.
W jednej chwili przypomniała mi się treść przeczytanej przeze mnie książki i na chwilę zdębiałam.
Jack chyba zauważył że coś jest nie tak, bo dotknął mojego ramienia i zmarszczył brwi.
- Dobrze się czujesz? Źle wyglądasz... - Powiedział Jack.
- Yy... Dzięki. Czarujący komplement. - Powiedziałam i przewróciłam oczami.
- Haha... Nie o to mi chodziło, mówię o tym, że strasznie pobladłaś. Jest Ci słabo?
- Nie, wszystko dobrze.
- To gdzie idziemy? - Zapytał chłopak.
- Nigdzie, załatwmy to tu i teraz.
- Wow. Od kiedy jesteś taka stanowcza? - Zdziwił się chłopak.
- Nieważne. Więc... O co chodziło z tym gościem na granicy? - Zapytałam prosto z mostu.
- To był mój wujek. Musiałem oddać mu pożyczoną kasę. - Powiedział.
- Aha. A na co były Ci te pieniądze? - Zapytałam.
Pewnie na kokę, albo jakąś broń. - Mówiłam sobie w głowie.
- Teraz moja kolej na pytanie. Czemu mnie unikasz? - Stanął na przeciwko mnie i spojrzał mi w oczy.
- Nie unikam Cię, przecież teraz rozmawiamy. -  Powiedziałam z głupim uśmiechem.
- Nie rób ze mnie idioty. O co Ci chodzi? - Zapytał.
Widać było że powoli się denerwuje.
- Eh... Dobra, powiem prosto z mostu. Wiem o tym że przelizałeś się z Rebecą, nie wiem co robiliście jeszcze przez ten tydzień, ale nie podoba mi się to.
- O czym ty mówisz? Z nikim się nie całowałem.
- Ymm... Nie przerywaj mi. - Powiedziałam.
Wiedziałam, że zachowywałam się jak ostatnio suka, ale nie mogłam nad tym zapanować. Tak bardzo mnie zranił.
- Więc kontynuując... - Zaczęłam. - ...nie sądzę by nasz dalszy związek miał sens. - Cały czas patrzyłam na drzewa kołyszące się na wietrze przy fontannie. Bałam się spojrzeć mu w oczy.
- Aha. Czyli tak po prostu zrywasz ze mną?
- Mam ku temu powody. Nie potrafiłabym Ci zaufać.
Chłopak nic nie powiedział, tylko bezradnie spuścił głowę.
- Żegnaj. - Powiedziałam i ruszyłam w tylko sobie znanym kierunku.


****

Od zerwania z Jack'iem minęło 5 lat. Mam 22 lata. Jestem studentką medycyny. Szczęśliwym trafem po rozstaniu z Jack'iem z rodzicami przeprowadziliśmy się do innego miasta. Skończyłam tam liceum i znalazłam nowych przyjaciół. Z Michelle utrzymywałam kontakt, jednak po 2 latach od mojego wyjazdu zaprzestałyśmy rozmawiać. Z tego co słyszałam po moim wyjeździe Jack szybko znalazł sobie nową dziewczynę. Teraz nie wiem co się z nim dzieje. Jeśli chodzi o mnie to mam narzeczonego - nazywa się Jacob i jest fantastyczny. Bardzo dobrze nam się układa. Poznaliśmy się na studiach, jest o 4 lata starszy. Jest lekarzem, ale gra również w zespole i występuje w teatrze. Dzisiaj premiera jego spektaklu "Zorro". Już nie mogę się doczekać.
Mimo wszystko mam nadzieję, że Jack'owi również wszystko dobrze się ułożyło. Może kiedyś jeszcze się spotkamy...




KONIEC





24 marca 2014

Rozdział 19

Założyłam na siebie sweter i zbiegłam po schodach na dół.
- Dzień dobry. - Powiedziałam i weszłam do kuchni. gdzie zobaczyłam mamę Jack'a.
- Witaj Alice!  Masz... - Nie dane było jej dokończyć bo usłyszałam pisk mojej mamy i kroki taty.
- Alice! Jak ty wyglądasz?! - Zapytała moja mama.
Spojrzałam w dół na moje skarpetki z dziurami, poszarpane spodnie i sweter założony na lewą stronę.
No tak,moja mama nie tolerowała takiego stylu, nawet po domu.
- Tak mamo, ciebie też miło widzieć. - Powiedziałam, lecz ta zignorowała moją wypowiedź i ciągnęła dalej.
- Coś zmizerniałaś. Karmili cię tu w ogóle? I co to ma być za strój!? Zaraz mi się umyć! - Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Ahh... - Westchnęłam. Żałowałam, że przyjechali. Zawsze tak było. O wszystko się mnie czepiali. Nawet gdy miałam brudne sznurówki w butach słyszałam krzyk mamy.
Poczułam na sobie wzrok pani Hudson, ale tylko wzruszyłam ramionami i udałam się w stronę łazienki.
Kiedy ogarnęłam się, stwierdziłam, że wyjdę na spacer. Założyłam moją skórzaną kurtkę i ruszyłam na miasto.
Stwierdziłam, że nie opłaca mi się iść do żadnego sklepu, ponieważ z domu wzięłam tylko telefon, dlatego udałam się do parku. Przysiadłam na jednaj z ławek i obserwowałam otoczenie. Dzieci bawiły się na trawie, a ich rodzice siedzieli na ławkach i miło rozmawiali.
Zaczęłam zastanawiać się co robić.
Przyjechali moi rodzice, więc nie będę mogła spędzać tak dużo czasu z Jack'iem, przez co Rebeca będzie miała spokój.
Może powinnam się poddać? Skoro ostatnio się całowali, to ta sytuacja pewnie się powtórzy. Nie ufam już Jack'owi, a związek powinien opierać się na zaufaniu. To nie ma sensu...
Kopnęłam kamień niedaleko mnie i wstałam z ławki, zaczęłam się zbierać, ponieważ pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na moje jasne spodnie. Włożyłam ręce w kieszenie i udałam się do mojego tymczasowego domu.
 Wiedziałam, że jeśli teraz zerwę z Jack'iem atmosfera panująca w mieszkaniu będzie bardzo napięta, więc stwierdziłam, że zrobię to po powrocie do domu.
Tydzień zleciał mi bardzo szybko. Głównie na spędzaniu czasu z David'em, unikania Jack'a i kłótniach z rodzicami.
Siedziałam w samochodzie i patrzyłam jak policjant ogląda nasze paszporty. Pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu siedziałam w tym miejscu z Jack'iem i uchodziłam za jego żonę.
Nagle, ku zdziwieniu wszystkich policjant kazał wyjść Jack'owi z auta. Obserwowałam go przez szybę. Nie wiedziałam o co chodzi bo jechaliśmy osobno. Widziałam jak weszli do budynku kontroli. Po 15 minutach chłopak wyszedł w milczeniu a za nim policjant. Jack wsiadł z powrotem do auta, a mężczyzna oparł się o ścianę gmachu i kazał nas przepuścić. Odjeżdżając, kątem oka zauważyłam, że policjant wyjął z kieszeni plik banknotów i zaczął je przeliczać.
Czyżby Jack je mu dał? Ciekawe o co chodzi... Z tą myślą wtuliłam się w miękką poduszkę i zamknęłam oczy. Czekała nas jeszcze długa podróż.

****
- Alice wstawaj. Jesteśmy w domu. - Powiedziała moja mama i wysiadła z auta.
Przetarłam ręką oczy i ziewnęłam. Rzeczywiście. Staliśmy przez starym blokiem, który tak dobrze znałam. Wysiadłam z pojazdu, zabrałam swoją walizkę i pędem udałam się do windy, by nie spotkać Jack'a. Odetchnęłam z ulgą, gdy nie zastałam nikogo na korytarzu. Szybko wsiadłam do windy. Drzwi już się zamykały, gdy nagle ktoś przytrzymał je ręką.
Cholera! - Wykrzyknęłam w myślach gdy tą osobą okazał się być Jack.
Wysiliłam się na niezdarny uśmiech i odwróciłam wzrok.
- Jak minęła ci podróż? - Zapytał chłopak.
- Dobrze. - Powiedziałam szybko. Nie miałam ochoty na rozmowę.
- Trzeba to kiedyś powtórzyć. - Ciągnął dalej.
Nic nie odpowiedziałam tylko nie chętnie pokiwałam głową.
- Alice... Unikasz mnie? Czemu nie chcesz ze mną pogadać? - Zapytał Jack.
- O co chodziło z tym gościem na granicy? - Zignorowałam jego pytanie.
- Heh.. Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - Odparł. - Dobra zróbmy tak. Spotkajmy się dzisiaj o 20 przy fontannie w parku. Wtedy ja wszystko ci wyjaśnię, a ty odpowiesz na kilka moich pytań.
Nie odpowiedziałam mu, ponieważ chłopak wyszedł szybko z windy i zostawił mnie tam samą.
Westchnęłam i udałam się do mieszkania.
Szybko nadeszła godzina 20 więc powolnym krokiem udałam się do parku. Wcześniej widziałam jak Jack gdzieś wychodził, więc pewnie już na mnie czekał. Do parku nie było daleko więc po 10 minutach byłam na miejscu.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - Powiedział Jack z uśmiechem.
- Ale jestem. - Odparłam i usiadłam na murku.
- Myślałem, że się przejdziemy... - Mruknął Jack.
Wzruszyłam ramionami i nie ruszyłam się z miejsca. Bezradny chłopak usiadł koło mnie.
- No to co to za pytanie? - Zapytałam po chwili ciszy.
Chłopakowi wrócił humor, lecz tylko na chwilę.
- Mówiłaś, że chcesz wiedzieć o co chodziło z tym gościem z policji? - Pokiwałam głową. - Mogę ci powiedzieć, bo ci ufam, lecz wiedz, że jeśli teraz ci to powiem to już nie ma odwrotu. Możesz się teraz wycofać, ale w tedy wątpię by moglibyśmy utrzymywać kontakt... - Powiedział smutny.
Chwilę wahałam się nad odpowiedzią. A co jeśli jest jakimś seryjnym mordercą, albo psychopatą?
Ciekawość wzięłam jednak górę nad rozumem.
- Jestem gotowa.
Chłopak uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę w stronę ulicy.
- Gdzie idziemy? - Zapytałam. - Co ty robisz?
- O nic nie pytaj. Zaraz się dowiesz. - Odparł.
Szliśmy opuszczoną ulicą. Nigdy tu nie byłam. Było już ciemno, a mrok oświetlały pojawiające się co jakiś czas latarnie.
W końcu Jack otworzył jakieś drzwi i weszliśmy do pustego, starego domu.
- Zostaw to kurtkę i torebkę. - Rozkazał Jack. Zrobiłam to co kazał i poszłam za nim.
- Trzymaj się mnie.
Jack otworzył drzwi do kolejnego pokoju. Było w nim strasznie ciemno. Wszędzie były poustawiane stoliki. Dla odmiany było tam bardzo tłoczno. W powietrzu unosił się zapach papierosów i alkoholu. Większość mężczyzn miała na sobie skórzane kurtki i ciemne okulary, a w okół nich chodziły rozebrane dziewczyny. Wszędzie walały się pieniądze i małe torebeczki z białym proszkiem.
Jack podszedł do jakiegoś gościa, prawdopodobnie kelnera i zaczął z nim rozmawiać. Stanęłam z boku i obserwowałam otoczenie. Widziałam jak jeden z facetów podwinął sobie rękaw koszuli, zawiązał pasek na ręce i podniósł strzykawkę leżącą na stole. Już miał ją wbić w żyłę, gdy spostrzegł, że go obserwuję. Uśmiechnął się i kiwnął do mnie ręką, abym podeszła. Zaczęłam szukać wzrokiem Jack'a, lecz kiedy go nie znalazłam podeszłam do mężczyzny.
Kazał mi usiąść obok siebie. Podwinął rękaw mojej bluzki i zaczął szukać żyły. Nagle poczułam silne szarpnięcie z ramię.
- Co ty robisz?! - Krzyknął Jack i odepchnął ode mnie faceta. - Mówiłem ci, żebyś trzymała się mnie!
Nie dał mi odpowiedzieć tylko pociągnął dalej. Przepychając się przez tłum dotarliśmy do wolnego stolika.
Usiadłam i wyczekująco spojrzałam na Jack'a.
- Co to za miejsce? Co my tu robimy?
- Mam jechać prosto z mostu, czy owijać w bawełnę? - Zapytał odchylając się na krześle.
- Nie jestem dzieckiem. Mów. - Pospieszyłam go.
- No to... Jestem dilerem. Nazywam się Holden Beat. A ty jesteś w naszym... zakładzie? Może tak tu ująć.
- Co? - Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
Podszedł do nas ten sam kelner z którym gadał wcześniej Jack, a może... Holden?
Postawił przed nim kieliszek i butelkę z przezroczystą cieczą, po czym odszedł.
- No nie patrz tak na mnie. Jestem pełnoletni. - Uśmiechnął się.
- Co? - Powtórzyłam.
- Mam 22 lata. - Powiedział.
- To co ty robisz w liceum?
- Hmm... Muszę utrzymywać pozory. Wątpię by policja szukała mnie w szkole skoro mam 22 lata, nie sądzisz?
- A twoi rodzice? - Zapytałam nie pewnie.
- Kto? Aa... To Kevin i Trish. Moi wspólnicy. Mieszkamy razem, a oni udają moich rodziców.
- A co na to twoi prawdziwi rodzice? - Zapytałam ciekawa.
- To nie czas na takie rozmowy. - Zgasił mnie szybko.
- A twój dziadek? - Ciągnęłam dalej.
- To Jim. Zaćpał się. Cudem go odratowali, a na ferie byliśmy w wynajętym domku. Jim był w ośrodku odwykowym, dlatego nie było go na miejscu.
- Nie rozumiem. Po co to wszystko?
- Nie musisz nic rozumieć. Teraz jesteś jedną z nas. - Uśmiechnął się i pociągnął kolejny łyk gorzkiej cieczy. - Choć mam pomysł. - Wstał i wyciągnął rękę w moim kierunku.
Wstałam i poszłam za nim. Trafiliśmy do kolejnego pokoju. Była to prawdopodobnie łazienka, ale nie wyglądała najlepiej. Pomieszczenie to stało się jedynym pokojem w którym było światło.
Przejrzałam się w lustrze, a w odbiciu zobaczyłam jak Holden wyciąga z kieszeni woreczek z białym proszkiem.
- To kokaina. Nic ci po tym nie będzie. - Spojrzałam na niego jak na idiotę, podczas gdy ten banknotem formował cienkie ścieżki.
- Rozluźnisz się trochę.
Podał mi cienką rurkę i popchnął w stronę działek.
- Ja tutaj nie mogę. - Powiedział. - Dilerom nie wolno.
Spojrzałam na działkę i głośno przełknęłam ślinę.
- Nie bój się. - Powiedział Holden. - Dajesz!
Delikatnie przysunęłam się do stołu na którym znajdowała się kokaina. Przyłożyłam rurkę do nosa i wciągnęłam biały proszek. Kiedy skończyłam zobaczyłam uśmiech Jack'a. Osunęłam się po ścianie.
Dalej... Nic nie pamiętam...




26 stycznia 2014

Rozdział 18

Czy ja jestem głupia, czy jakaś chora psychicznie? Pewien pomysł. Jak ja mogłaś się dać namówić na coś takiego?
Siedziałam na jakiejś motorówce, która niebezpiecznie oddalała się od brzegu.
- Boże co ja tu robię? - Powiedziałam, a Jack siedzący za sterem spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
Był wyjątkowo ciepły dzień, w sumie to wieczór, więc chłopak wymyślił że sobie polatamy, ale nie tak normalnie jak np. mówi się idziemy "polatać po sklepach", tylko polatać spadochronem ciągniętym przez motorówkę. 
Ale, nie. Ja bym się cieszyła gdyby nie to, że to motorówka taty Rebecy. I to ona to zorganizowała. Ogólnie na pokładzie było 6 osób: ja, Jack, Amanda, jakiś chłopak i dwie dziewczyny, których nie znałam.
Nie przedstawiono mi ich, a sorry ja jestem zbyt nieśmiała by sama się przedstawić... No dobra! Nie mam zamiaru ich poznawać bo to znajomi Rebecy!
Motorówka zaczęła nabierać prędkości, a  mój strach zwiększał się z każdą sekundą.
Jak ja dałam się na to namówić? Chyba serio jestem głupia! - Pomyślałam, gdy Jack pomagał mi wbić się w strój.
- No to Alice... Miłej zabawy! -  Krzyknął i puścił mnie a ja zaczęłam wznosić się do góry.
- O Boże!! Ja umieram! - Krzyczałam, ale po paru chwilach zaczęło mi się to nawet podobać.
Kiedy w końcu wpadłam do wody cieszyłam się jak dziecko. Cały strach minął, ale i tak chyba bym już tego nie powtórzyła.
Po mnie leciało jeszcze kilka osób, a kiedy zaczęło się ściemniać wpłynęliśmy na małą wysepkę.
Kiedy wysiadaliśmy Jack chwycił mnie za rękę. Niestety musiał ją puścić bo Rebeca nie potrafiła sama wyjść z motorówki.
Tak... Biedne dziecko! Yhh... Wspominałam, że jej nienawidzę?
- I jak tam? - Zapytał mnie chłopak, którego imienia nie znałam.
- Nijak. - Odpowiedziałam.
Nie mam zamiaru być dla niego miła, w końcu to przyjaciel Rebecy!
- Hmm... Jestem Tom, ale wszyscy mówią mi Pierre. - Uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Aha. - Powiedziałam i odeszłam jak najdalej od niego. Niestety ten debil poszedł za mną.
Ja nie mogę... Gdzie jest Jack?!
- A ty? - Spojrzał na mnie.
- Co ja?
- Jak się nazywasz... - Powiedział wzdychając. Chyba miał już mnie dosyć.
- Alice. - Niechętnie podałam mu rękę.
- No to co może... - Przybliżył się do mnie.
- Alice!! - Na szczęści ktoś przerwał chłopakowi. Odwróciłam się w stronę osoby wołającej mnie i ujrzałam przed sobą Davida.
O Boże jak się ciesze! Już myślałam, że ten koleś mnie zaraz zgwałci w krzakach. Uff...
- Hej David! - Powiedziałam i uśmiechnęłam się promiennie w stronę chłopaka.
- Hej! Co tu robisz? - Zapytał i rozejrzał się zapewne w poszukiwaniu Jack'a.
- Jest na motorówce... Z Rebecą. - Powiedziałam i zaczęłam rysować stopą kółka na jeszcze ciepłym piachu. - A ty? Jak się tu znalazłeś? - Spojrzałam na jego twarz oświetloną promieniami zachodzącego słońca.
- A przyjechaliśmy z kolegami...
- Wyrywacie laski? - Zaczęliśmy się śmiać.
- No można tak powiedzieć.
Gadałam z Davidem jeszcze z 15 minut, a później chłopak poszedł do kolegów.
Kiedy poszłam w stronę brzegu zauważyłam Rebecę wychodzącą z motorówki. Niewzruszona zaczęłam szukać Jack'a. Weszłam do środka, a chłopak siedział na leżaku i grał w gry na telefonie.
Bardzo intrygujące zajęcie, doprawdy.
- Co tam? - Zapytałam i usiadłam obok niego.
- A nudy. - Powiedział nie odrywając wzroku od gry.
- Aha. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć bo widać było, że chłopak jest wkurzony.
Siedzieliśmy trochę czasu w ciszy, gdy nagle chłopak wstał i wyszedł bez słowa, zostawiając mnie samą.
- Wow... - Powiedziałam i zaczęłam zastanawiać się co się stało.
Może wkurzył się na Rebecę... Albo widział jak gadałam z Davidem... Normalnie jak babka w ciąży!
Westchnęłam i wyszłam z tej łajby.
- ... no i tak świetnie całuje... - Powiedziała rozmarzonym głosem Rebeca, na tyle głośno że dobrze ją słyszałam.
- Ale jak to się stało? - Zapytała jedna z jej koleżanek.
- Samo wyszło... Przecież to widać, że Jack na mnie leci... - Zaczęła się śmiać.
Byłam mega wkurzona. Czy ta dziwka całowała się z Jack'iem?! O nie!
Szybko pobiegłam w kierunku, którym udał się Jack. Zobaczyłam go siedzącego przy ognisku z piwem w ręce.
- Hej. - Powiedziałam i przysiadłam się do chłopaka.
- Co tam? - Zapytał, nawet na mnie nie patrząc.
- Jack... Chciałam ci powiedzieć, że ci ufam i wiem, że nie zrobiłbyś niczego co byłoby dla mnie złe.
- No tak... - Powiedział i wypił łyk piwa.
- To czemu Rebeca mówiła, że się z nią całowałeś? - Zapytałam starając się zachować spokój.
Chłopak w jednej chwili zakrztusił się napojem i zaczął okropnie kaszleć.
- Że co powiedziała?! - Wytrzeszczył oczy i pierwszy raz podczas naszej rozmowy spojrzał na mnie.
- Yhh... Czy ja muszę ci wszystko powtarzać?
- Nie całowałem się z nią. - Powiedział i spojrzał w stronę wody.
- Wiem, dlatego mówię, że ci ufam i nie wierze takim plotką.
- To dobrze... - Powiedział i objął mnie w pasie. Jednak czułam jakby był trochę spięty.
Może on coś przede mną ukrywa?
Kiedy zrobiło się zimno wróciliśmy na motorówkę i poszliśmy do domu.
Przez całą noc nie mogłam zasnąć, myśląc o dzisiejszym dniu.
Czy Jack zrobiłby coś takiego?
Nie myśl tak! Głupia jesteś!
A może jednak...?
Na pewno nie!
Toczyłam ze sobą wewnętrzną walkę, a kiedy w końcu udało mi się zmrużyć oczy usłyszałam okrzyk z dołu:
Witajcie moi mili!
Mama?!



*****

Hej to ja. 
Wiem, wiem pewnie mnie nienawidzicie przez to, że tak długo mnie nie było.
Macie rację, ale ostatnio nie wyrabiałam się z niczym i to dosłownie, 
a nie chodzi mi tylko o naukę.
Teraz mam ferie, więc w końcu udało mi się przysiąść do bloga.
Mam nadzieję, że mnie tak do końca nie zabijecie.
Kocham <3




23 listopada 2013

Rozdział 17

- O kurde... - Powiedziałam i złapałam się za głowę.
Jest... Nie wiem która godzina, ale słońce tak mocno świeci, że szybko ściągnęłam okulary z szafki nocnej i nałożyłam na siebie. Jezu... Ale boli mnie głowa... Co ja wczoraj robiłam?
Próbowałam odpowiedzieć sobie na to pytanie, ale jedyne co pamiętałam to moja rozmowa z Jack'iem przed klubem.
Wstałam z łóżka i dopiero po chwili zrozumiałam, że nie jest u siebie, to jest u dziadka Jack'a, tylko w jakimś nie znanym mi miejscu. Boże!! Jeśli ktoś mnie porwał!! Muszę znaleźć jakąś drogę ucieczki.
Spojrzałam na drzwi za mną.
Nie... Tam może ktoś być.
Rozejrzałam się po pokoju. Była to sypialnia. Ściany miały biały kolor, a na podłodze widniał biały dywan. Nie wyglądało to jak jakieś miejsce dla porywaczy, w każdym razie w filmach wygląda to trochę inaczej.
Spojrzałam na duże okno przy którym stało łóżko, na którym przed chwilą leżałam.
- Idealne. - Wyszeptałam.
Szybko chwyciłam moją torebkę i otworzyłam okno.
- To było łatwe. - pomyślałam, ale chyba za szybko bo poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona i odciąga od okna.
Szybko chwyciłam jakiś wazon i przywaliłam tej osobie w głowię. Dopiero po chwili spostrzegłam że tą osobą jest David.
Kompletnie o nim zapomniałam.
- Miły sposób na przywitanie. - Powiedział chłopak masując głowę.
- O Boże! Przepraszam. Nie wiedziałam, że to ty.
- A co? Myślałaś że ktoś cię porwał? - Zapytał z sarkazmem.
- Yy.. Ja? Nie... - Powiedziałam odwracając wzrok. - Która jest godzina? - Zapytałam ziewając i przypominając sobie o bólu głowy.
- Dochodzi 9. Jak na taką ilość alkoholu podziwiam cię że żyjesz. - Powiedział ze śmiechem.
- Serio, aż tyle wypiłam? Nic nie pamiętam. - Powiedziałam łapiąc się za głowę.
- Serio? O to chyba muszę ci trochę poopowiadać. Choć na dół zjesz śniadanie. - Otworzył drzwi i wskazał ruchem ręki bym poszła za nim. - A i tak w ogóle to uroczo wyglądasz w tych okularach. - Wyszczerzył swoje białe zęby.
Szybko zdjęłam je i odłożyłam na swoje miejsce i poczułam jak pieką mnie policzki.
- O rumienisz się. - Powiedział, a jego banan na twarzy powiększył się dwukrotnie.
- Ja się nie rumienie. Po prostu jest mi gorąco. - Powiedział usprawiedliwiając się.
- Hmm... Na pewno. - Odparł.
Zeszliśmy na dół. Schodząc po drewnianych schodach zaczęłam przypominać sobie szczegóły wczorajszego wieczoru.
Hmm... Pierwszy kieliszek, drugi kieliszek, trzeci kieliszek...
Kiedy w końcu zasiadłam na krzesełku w kuchni doliczyłam się 9 kieliszków, ale nie byłam pewna czy to koniec.
Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Davida.
- Masz. - Położył przede mną jakieś żółte tabletki i szklankę z wodą.
Spojrzałam na niego z podniesioną brwią.
Hmm... Czy on mi podaje jakieś pigułki gwałtu? Nie... Miał okazję żeby wykorzystać mnie w nocy i tak bym nic nie pamiętała. A jeśli to zrobił?
Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- To na kaca. Przecież nie podaje ci tabletek gwałtu. - Czy on czyta w myślach!?
- Yhy. - Powiedziałam i wzięłam do ręki tabletki oraz wodę.
- Gdybym chciał cię przelecieć zrobiłbym to gdy byłaś pijana. - Powiedział ze śmiechem, a ja zakrztusiłam się na jego słowa.
Nie dlatego, że powiedział to w lekko chamski i prosty sposób, ale dlatego że on chyba na serio czyta w myślach.
Kiedy po kilku chwilach udało mi się opanować krztuszenie - David oczywiście mi nie pomógł, a jak. - Zaczęłam zastanawiać się jak mam stąd wrócić, a co najważniejsze czy mam jeszcze po co wracać, bo gdy David opowiedział mi jak nawrzucałam Jack'owi myślę, że wywalił moje rzeczy na dwór i położył tabliczkę "Wyprzedaż".
- Nad czym tak myślisz? - Zapytał w końcu gdy od 5 minut gapiłam się na kanapkę.
- A... Nad tym czy mam po co wracać do Jack'a, czy może już usiąść na dworcu z tabliczką "przygarnij mnie". - Powiedziałam po chwili namysłu.
Chłopak zaśmiał się na moje słowa. W sumie to zdążyłam go polubić i dalej nie rozumiem, czemu jeszcze nie pogodził się z Jack'iem.
- Dobra młoda! - Powiedział gdy skończyłam jeść. - Pakuj się to odwiozę cię do Jack'a. Chyba że chcesz zostać?
- Nie, no co ty! Nie mogę cię tak wykorzystywać. Nie dość, że przygarnąłeś mnie do siebie na noc, nie zgwałciłeś, chcesz mnie podwiesić, to jeszcze oferujesz mi że jak chcę to mogę zostać dłużej. - Poczułam się trochę głupio, bo nie znamy się za dobrze, a on tyle już dla mnie zrobił.
- Haha... Nie ma sprawy. Lubię pomagać pięknym damą.
- Hahaha... Rozumiem, że w takim razie co drugi dzień ląduje u ciebie jakaś dziewczyna? - Zapytałam ze śmiechem.
- No może nie co drugi, ale co trzeci... - Powiedział z poważną miną.
- Serio? - Powiedziałam szeroko otwierając oczy.
- Nie, no co ty! - Zaśmiał się. - Tak naprawdę, to co drugi, ale chciałem stworzyć pozory dobrego chłopaka. - Powiedział ciszej, a ja zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
W końcu, po kilkunastu minutach siedziałam w samochodzie Davida i czekałam na najgorsze.
- Boję się. - Powiedziałam, gdy stanęliśmy pod moim tymczasowym domem.
- Nie martw się. Pod domem nie leżą twoje rzeczy, a to oznacza, że wszystkim bezdomnym, jest już ciepło. - Zrobił poważną minę.
- Ha ha ha. - Wiedziałam, że tym żartem chciał mnie rozluźnić, ale ja jakoś nie byłam w nastroju na żartowanie. - Dobra idę. - Otworzyłam drzwi i wyszłam z samochodu. Pomachałam Davidowi na pożegnanie i podeszłam do ciemnych drewnianych drzwi. Na szczęście mama Jack'a dała mi klucz, więc mogłam spokojnie otworzyć drzwi.
Kiedy weszłam do domu uderzyła mnie potworna cisza.
Nikogo nie ma w domu? - Pomyślałam. Rodzice Jack'a mieli wyjść dzisiaj i wrócić jutro, więc ich się nie spodziewałam, ale Jack?
Szybko przeszłam po kilku pokojach w domu, ale go nie spotkałam. Kiedy w końcu weszłam na górę do "naszego" pokoju zobaczyłam Jack'a na łóżku, śpiącego z telefonem w ręku. Wyglądał tak słodko.
Nie wiem co mną kierowało, ale położyłam się koło niego i delikatnie objęłam ramieniem. Niestety moje "delikatnie" obudziło chłopaka, który przetarł dłonią oczy i spojrzał na mnie. Na początku, chyba nie dowierzał, że naprawdę leżę koło niego, ale po chwili przytulił mnie mocno do siebie i wtulił twarz w moje włosy.
O Boże, jak się cieszę, a już się bałam, że serio będę zmuszona szukać nowego domu.
Kiedy po paru chwilach chłopak oderwał się ode mnie, dotknął ręką mojego rozgrzanego policzka.
- Alice... Gdzie ty byłaś? Tak się o ciebie martwiłem. Wczoraj przed klubem... Ja nie miałem tego na myśli. Możesz się spotykać z kim chcesz. Ja chciałem cię przeprosić i...
Nie dałam mu dokończyć bo wbiła się w jego spierzchnięte usta. Chłopak był lekko oszołomiony, ale po chwili oddał pocałunek.
- Wybaczam. - Wyszeptałam, gdy oderwaliśmy się od siebie.
Jack objął mnie ramieniem i pogładził po plecach. Przeszły mnie dreszcze oraz zalała fala gorąca.
Szczerze? Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieję, ale bardzo mi się to podobało.
Wtuliłam głowę w jego umięśnioną klatkę piersiową. Zamknęłam oczy.
Czułam się bardzo bezpiecznie, a co najważniejsze, czułam że jestem w odpowiedniej chwili w odpowiednim czasie.

****
Kiedy poczułam delikatny pocałunek w kąciku ust leniwie otworzyłam oczy.
Przede mną leżał Bóg. I to dosłownie, bo dopiero teraz zauważyłam, że Jack nie ma koszulki. Ahhh.. Co za widok.
- Co chcesz na obiad królewno? - Zapytał słodkim głosem.
- Hmm... Nie wiem... Zrób mi niespo... Jak to obiad? - Zapytałam ze zdziwieniem.
Wiem, że zasnęłam, ale wydawało mi się, że trwało to tylko 5 minut, no może godzinę, no dobra może dłużej. Ale obiad?
- No jest po 15, więc stwierdziłem, że chyba czas coś zjeść. - Powiedział z uśmiechem.
- Hmm... No dobra to... Zaskocz mnie! - Powiedziałam radośnie i zeskoczyłam z łóżka.
Chłopak pokręcił bezradnie głową i zszedł na dół do kuchni.
Kiedy drzwi zamknęły się pomaszerowałam po jakieś ciuchy na zmianę i weszłam do łazienki. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Później złożyłam na siebie ubrania i zrobiłam lekki makijaż.
Po 15 minutach wyszłam z łazienki i skierowałam się po schodach do kuchni.
Kiedy weszłam do pomieszczenia ujrzałam Jack'a bez koszulki, robiącego coś. Spodziewałam się jakiś zwyczajnych naleśników jak to jest w każdym filmie czy książce, a tu nie...
Na stole leżała zapiekanka. Jedna część była z kurczakiem a druga bez.
- O jak słodko. Jack pamiętał że nie jem mięsa. - Pomyślałam i uśmiechnęłam się.
Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Jack! To jest pyszne. - Powiedziałam.
- No wiem. W końcu ja robiłem. - Zaśmiał się.
Ale serio. Teraz zaczęłam zastanawiać się czy on naprawdę nie ma żadnych wad. Jest kochany, umie gotować, w przeciwieństwie do mnie, bo moje zdolności kulinarne nie wykraczają dalej niż zrobienie herbaty.
- Ykmh. - Moje przemyślenia przerwał Jack. - Gdzie wczoraj spałaś? - Zapytał z troską w głosie.
Było mi tak głupio, że wczoraj zrobiłam mu tą aferę. No dobra to była też jego wina, ale nie ważne.
Gorzej, co ja mu teraz powiem?
- Byłam... Byłam u... - Wymyśl coś Alice! - U Dawida. - Powiedziałam bezradnie i spuściłam wzrok.
Jack podszedł do mnie i ukucnął przede mną. Podniósł dłonią mój podbródek, tak żebym mogła spojrzeć mu w oczy.
- Alice... Ja z Davidem... No...
- Jack ja przepraszam. Wiem że się nie lubicie, ale ja nawet nie wiem jak się tam znalazłam i on mi bardzo pomógł i...
- Alice to że ja nie przepadam za Davidem nie znaczy że ty nie możesz się z nim widywać.
- Na prawdę? - Spytałam otwierając szerzej oczy.
-  Tak. Tylko jak będę do ciebie dzwonił to błagam odbieraj telefon.
- Dzwoniłeś? - Zapytałam.
- Chyba z tysiąc razy, ale jak na złość twój telefon nie odpowiadał.
- Hmm... Przepraszam.
- Nie masz za co. - Powiedział, uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce.
- To co dzisiaj robimy? - Zapytałam ciekawa.
- Mam pewien pomysł. - Powiedział i zmrużył oczy.

"Pewien pomysł"? Mam się bać?




******
Hej wszystkim! 
Chcę bardzo podziękować za rekordową liczbę komentarzy po ostatnim rozdziałem ♥
Dziękuję za całe wsparcie. To naprawdę daje mi wiele. 
Nie dość, że siłę do pisania to i chęci!
Jesteście wspaniali!
Do następnego :*




8 listopada 2013

Rozdział 16


- I co ja mam założyć? - Zapytałam grzebiąc w mojej walizce,
Nie miałam zbyt dużego wyboru, a wiedząc o tym że Rebaeca będzie wyglądała zapewne jak milion dolarów, traciłam ochotę na to całe wyjście.
Ja naprawdę się staram myśleć pozytywnie, ale moja wina że to mi nie wychodzi?
W końcu po godzinie mordęgi udało mi się wybrać jakieś ciuchy. Założyłam czarne, skórzane rurki, szpilki i biały top.
- Wow. -  Powiedział Jack gdy mnie zobaczył. - Wyglądasz zabójczo. - Wyszeptał i podszedł do mnie.
Kiedy już robiłam ostatnie poprawki na moje całkowite nieszczęście Jack popchnął mnie i cały korektor wylał się na moją bluzkę.
- Jack! Zabiję cię! - Zaczęłam gonić za chłopakiem po całym domu.
- Alice! Jestem gotowy z tym polemizować. Przecież możesz się przebrać. - Powiedział unikając poduszki którą w niego rzuciłam.
- Ale w co?! - Powiedziałam starając się nie rzucić na niego i nie zdrapać mu tego fałszywego uśmiechu.
- No zobacz... - Wszedł do "naszego" pokoju i otworzył moją walizkę. - Na przykład to. - Wyjął mój szary sweter i starte jeansy.
- Yhh... Dawaj to! - Wyrwałam mu ubrania z ręki i pobiegłam do łazienki. Szybko się przebrałam i stanęłam przed wielkim lustrem.
Wyglądałam jakbym miała zamiar zostać dzisiaj w domu i nigdy z niego nie wychodzić. Moje potargane włosy układały się we wszystkie strony, a idealny makijaż stał się wielką plamą.
No cóż i tak bym się źle bawiła, pomyślałam i zeszłam na dół gdzie był Jack.
Miał na sobie czarne spodnie, białą koszulkę i czarną marynarkę. Nie skomentowałam jego stroju bo nie chciałam żeby jego ego jeszcze bardziej podskoczyło, choć wyglądał onieśmielająco.
Założyłam moje jasne baleriny, bo i tak szpilki nie pasowały mi do ubrań. Na to kurtkę i ruszyliśmy w drogę.
Nie powiem, dziwnie się czułam gdy wszystkie dziewczyny które mijaliśmy po drodze patrzyły uwodzicielskim spojrzeniem na Jack'a, a na mnie z ogromną wyższością.
Nie wiem z czego to wynikało, bo większość z nich miała kuse spódniczki i mega wysokie szpilki.
Kiedy w końcu doszliśmy do tego super mega wspaniałego klubu Jack szybko wplątał się w wir swoich znajomych, a mnie zostawił samą szybko mówiąc wszystkim jak mam na imię. I tak nikt nie zwrócił na mnie uwagi, więc udałam się na kanapę z wielką męką wypisaną na twarzy.
Oczywiście Rebeca już była, a jak. Ubrana w praktycznie taki sam strój jak ja wcześniej już startowała do Jack'a.
Zaczęłam się cieszyć, że Jack jednak wylał na mnie ten korektor bo nie zniosłabym tego że byłybyśmy tak samo ubrane.
Siedząc tam i udając że dobrze się bawię nie zauważyłam chłopaka, który się do mnie przysiadł.
- Hej jestem David. - Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Alice. - Uścisnęłam ją i spojrzałam na jego twarz.
Wydawał się być całkiem przystojny, choć do Jack'a trochę mu brakowało. Jego blond włosy opadały mu na czoło, a przyjazny uśmiech sprawił, że i ja się uśmiechnęłam.
- Tak wiem. Jack cie już przedstawił.
- Możliwe.
Nie znałam go i nie wiedziałam czy mam się z nim wdawać w rozmowę więc zachowałam lekki dystans.
- Jesteś jego przyjaciółką? - Zapytał skupiając swój wzrok na mojej twarzy.
Lekko się zmieszałam wiec odwróciłam od niego wzrok i spojrzałam na Jack'a który tańczył z Rebecą.
- Tak jesteśmy. - Powiedziałam pewnie, ale żałowałam mojej odpowiedzi, gdy zobaczyłam jak ręce Jack'a zbliżają się do bioder dziewczyny.
- Z Jack'iem też kiedyś byliśmy przyjaciółmi, ale pokłóciliśmy się. - Powiedział, a ja odwróciłam się w jego stronę.
- O co? - Zapytałam zainteresowana. Z tego co wiem Jack jest człowiekiem pokojowym i nie wdaję się w kłótnie z byle powodu.
- Kiedyś Jack podobał się bardzo Rebece. Ciągle go zaczepiała, dawała mu sygnały, ale on nie zwracał na nią uwagi i kazał jej się odczepić. Na to ona żeby wzbudzić jego zazdrość zaczęła umawiać się ze mną. Podobała mi się, więc nie miałem większych oporów. Jack mówił mi, że to nie jest dziewczyna dla mnie, że ona jest podła i stać mnie na kogoś lepszego. Pokłóciłem się z nim o to, ale później Rebeca stała się dla mnie wredna, zdradziła mnie, więc z nią zerwałem. Niestety Jack już wtedy wyjechał i nie zdążyłem go przeprosić. Mijały miesiące, a my się nie odzywaliśmy. No i teraz po roku Jack wrócił do dziadka.
- Musisz z nim pogadać. - Powiedziałam starając się dać mu jakieś wsparcie.
- Wiesz to nie jest łatwe, bo teraz Rebeca niby się zmieniła z resztą ona gadała z nim czasami kiedy wyjechał i przekręciła wszystko tak, że wygląda to jakby to była moja wina.
- Nie martw się. Jack nie jest głupi. - Spojrzałam na niego, ale zobaczyłam tylko wtuloną w niego Rebece. - Chociaż może...
Chłopak zaśmiał się i wyciągnął rękę w moją stronę.
- No chodź. Nie będziemy tu siedzieć cały wieczór.
Wstałam i zaczęłam z nim tańczyć.
Było całkiem miło, a kiedy spojrzałam na Jack'a który patrzył na nas z zazdrością poczułam się jeszcze lepiej.
Po skończonym tańcu stwierdziłam, że wyjdę na chwilę na zewnątrz lekko się ochłodzić.
Stanęłam przed klubem. Nagle usłyszałam kroki. Obróciłam się i ujrzałam Jack'a. Nie był zbytnio zadowolony.
- Co ty robisz? - Naskoczył na mnie.
- Ale o co ci chodzi? - Zapytałam marszcząc czoło.
- O to, że tańczysz sobie z Davidem, który jest moim wrogiem.
- Skąd mogłam wiedzieć że go nie lubisz? - Zapytałam lekko wściekła.
- Mogłaś się w ogóle nie ruszać.
- To po co mnie brałeś?! - Już nie wytrzymałam.
- Żebyś się mogła zabawić!
- Patrząc na ciebie i Rebecę?! No nie sądzę!
- O co ci teraz chodzi?! - Zapytał i obniżył brwi.
- O to, że ja już nie wiem Jack! Czy my jesteśmy przyjaciółmi, czy może coś więcej!? Najpierw dajesz mi sygnały później zachowujesz się jak gdyby nic, później sytuacja się powtarza, a następnie zaczynasz kręcić z Rebecą!
Nic nie odpowiedział tylko spuścił wzrok.
- Człowieku zastanów się co ty do jasnej cholery robisz! Bo ja nie mam zamiaru na ciebie czekać! - Krzyknęłam i weszłam do klubu nie zwracając uwagi na jego reakcję.
Szybko usiadłam na moim poprzednim miejscu gdzie spotkałam Davida.
- A ty co taka czerwona? - Zapytał.
- Nie chcę mi się gadać. Chcę się tylko upić i zapomnieć.
- Skoro tak mówisz. - Powiedział i przyniósł dwa kieliszki oraz jedną butelkę jakiegoś trunku. Nalał do nich ciecz i wzniósł toast. - Żaby zapomnieć!
- Żeby zapomnieć! - Powtórzyłam i wypiłam zawartość mojego kieliszka...



Hej, hej, hej!
Tak więc jestem, żyję.
Przepraszam, że nie było tak długo rozdziału.
Nie będę może się za bardzo rozpisywała, ale chciałam jeszcze raz podziękować
temu anonimowi, który dał mi do zrozumienia, że jednak ktoś to czyta
i czeka na dalszy bieg akcji. ♥
Dziękuję również pozostałym czytelnikom, szczególnie tym którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad ♥ ♥
Do następnego :**



12 października 2013

Rozdział 15

music


Rano
Have I told you lately that I love you?
Have I told you there'e no one else above you?

Usłyszałam dzwonek mojego telefony. Niechętnie podniosłam się z ciepłego łóżka i zaczęłam moje poszukiwania. Nie trwało to długo, bo szybko znalazłam torbę z dzwoniącym telefonem.
- Halo? - Zapytałam ziewając. - Cześć mamo! - Powiedziałam, gdy usłyszałam głos rodzicielki. - Tak u nas wszystko w porządku... Tak zjadłam... Mamo nic mi nie jest! Nie musisz się martwić...
Yhh... Kiedy ona skończy? Nie widziałyśmy się jeden dzień, a ona wydzwania do mnie od samego rana. Zero wolności.
- Dobrze mamo... Muszę kończyć... - Powiedziałam kiedy zobaczyłam Jack'a wchodzącego do pokoju z dwoma talerzami naleśników.
Szybko rozłączyłam się i usiadłam przy małym stoliku obok Jack'a.
- Jak się spało? - Zapytał z uśmiechem.
Miał na sobie same dresowe spodnie, więc ciężko było mi oderwać wzrok od jego umięśnionego brzucha.
- Ymm...Wspaniale. - Nałożyłam sobie jednego naleśnika.
- To dobrze, bo dzisiaj już nie będzie takich wygód.
- Jak to? Aa... - Powiedziałam, przypominając sobie o naszym zakładzie. - Jack? Czy ja na serio muszę to robić? - Spojrzałam na niego ze wzrokiem pieska.
- Yhy. - Powiedział nie wzruszony.
- Ale... Nie mogę zrobić czegoś innego? - Zapytałam z nadzieją.
- Co masz na myśli? - Spojrzał na mnie, podnosząc brwi do góry.
- No nie wiem... Jakiś masaż, albo cokolwiek, tylko nie spanie ze szczurami.
- Hmm... Zastanowię się. - Powiedział z zadziornym uśmiechem i zajął się konsumpcją kolejnego naleśnika.
Ja zrobiłam to samo i pogrążyłam się we własnych myślach.

Po skończonym śniadaniu państwo Hudson ogłosili, że idziemy się przejść po mieście. To znaczy oni mają mnie oprowadzić, bo Jack zna to miasto jak własną kieszeń. Po za tym obiecał mi, że wieczorem wyskoczymy do jakiegoś fajnego klubu.
Szybko przebrałam się w wygodne jeansy, biały t-shirt i narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę. Zabierając torebkę, zeszłam na dół, gdzie spotkałam Jack'a. Miał na sobie koszulę w kratę i zwykłe jeansy, ale i tak wyglądał zabójczo.
Boże, czemu on jest taki przystojny? Nie może mieć chociaż jednej, jedynej malutkiej wady? Nie... Ja muszę znaleźć jakiś jego minus!
Uczy się całkiem dobrze, a bynajmniej lepiej ode mnie. Uprawia sport, jest nawet w drużynie. Zna kilka języków. Jest przystojny i uroczy. Dobrze całuje. Jest dla wszystkich miły. Każda dziewczyna na niego leci.
Ja nie mogę, czy on na prawdę nie ma żadnych wad?
- Wszystko w porządku? - Zapytał Jack, nie wiedząc chyba na jaki temat ze mną gadać, bo myśląc o nim robiłam dosyć dziwne miny.
- Yhy... - Mruknęłam.
Ej a może on coś ukrywa! Nigdy nie gadałam z nim o jego przeszłości! Hmm...
- Jack? Opowiedz mi coś o swoim życiu, zanim się spotkaliśmy...
- O moim życiu tutaj? - Zapytał.
- Chociażby. - Powiedziałam.
Na dobry początek wystarczy mi to co robił tutaj. Może miał na pieńku z policją, albo chociaż ktoś go nie lubi.
- No to przyjeżdżam tu kilka razy w roku do dziadka i zazwyczaj strasznie się nudzę. - Włożył ręce w kieszenie i podniósł brwi nie wiedząc do czego zmierzam.
- No, ale jak już się nudzisz to chyba spotkasz się z jakimiś znajomymi, czy coś?
- No niby tak, ale ci tutaj są trochę inni.
- W jakim sensie "inni"? - Zapytałam podnosząc brwi do góry.
- Sama zobaczysz. - Powiedział tajemniczo i podszedł do swoich rodziców, którzy przystanęli koło jakiegoś domu.
Zrobiłam to samo i zaczęłam przysłuchiwać się słowom pani Hudson.
- Słuchajcie dzieci! My... - wskazała na siebie i pana Hudsona. - ...wejdziemy do naszych znajomych. Tak więc zostajecie sami.  - Uśmiechnęła się.
W sumie to cieszyłam się, bo przynajmniej nie będę musiała co chwila uważać na mój nie wyparzony język i jak się na kogoś wywalę, co jest w stu procentach pewne, nie będę musiała aż tak bardzo spalać się ze wstydu.
- Jack. - Skierowała swoje słowa do syna. - Masz opiekować się Alice, bo jak mi się poskarży, albo zobaczę, że coś jej się stało to za to odpowiesz. - Powiedziała pół żartem, pół serio. A bynajmniej tak mi się wydawało.
Pożegnaliśmy się z rodzicami Jack'a i ruszyliśmy w stronę centrum miasta. Przynajmniej tak twierdził Jack.
- No to gdzie chcesz iść? - Zapytał.
- Wiesz... Z chęcią odpowiedziałabym ci na to pytanie, ale nie znam tego miasta, więc zrób mi niespodziankę. - Powiedziałam, mając nadzieję na to, że w końcu znajdę u niego jakąś wadę.

Po 15 minutach spacerowania dotarliśmy do pięknego parku. Szliśmy powoli małą aleją róż. Pomiędzy kwiatami stały małe złote ławeczki, a na środku widniał mostek na który weszliśmy. To miejsce było po prostu cudem. Byliśmy tam sami, więc nikt nam nie przeszkadzał.
Oparłam się o barierkę na mostku i podziwiałam małą rzeczkę płynącą przed nami.
Dobra, dobra... Niby jest tak pięknie, ale ja ciągle nie znalazłam żadnego minusa u Jack'a. On nie może być aż tak idealny.
Nagle poczułam ciepłe ramiona obejmujące mnie w pasie. Chwilę staliśmy w tej pozycji, ale Jack odwrócił mnie w swoją stronę tak że nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Szybko moje myśli wypełniła chwila, która miała zaraz nadejść. Jack odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i dotknął rozgrzanego policzka, ja położyłam jedną rękę na jego karku i przymknęłam oczy, wiedzą o tym co za chwilę nastąpi.
Już czułam jego oddech na swoich ustach gdy....
- Hej!! - Powiedziała jakaś nie znana mi dziewczyna.
Jack szybko odskoczył ode mnie i spojrzał na nią. Miała na sobie przepiękną sukienkę, wysokie obcasy, a w ręku trzymała torebkę od Louis Vuitton. Jej blond włosy były ułożone w idealne fale. Widać było, że pochodzi z dobrze usytuowanej rodziny.
- Rebeca? - Zapytał chłopak jakby zapominając o sytuacji z przed 5 sekund.
- No pewnie. Boże jak ja się za tobą stęskniłam. - Powiedziała i rzuciła mu się na szyję. Chłopak lekko oszołomiony dopiero po chwili odwzajemnił uścisk.
Ja stałam tam jak głupia i przyglądałam się tej sytuacji.
Nie nie przejmujcie się mną. Mnie tu w cale nie ma...
- Ykhm. - Odchrząknęłam w końcu, gdy uświadomiłam sobie że stoję tu od dobrych 5 minut i gapię się na nich.
- Aaa... To jest...- Przypomniał sobie o mnie Jack.
W końcu! Ahh... Ciekawe jak mnie teraz przedstawi... Dziewczyna? Miłość jego życia? Najlepsza przyjaciółka?
- ... moja znajoma Alice. - Dokończył.
Nie... Serio Jack? Znajoma? Po tym wszystkim ty nazywasz mnie znajomą?
Starałam się nie wybuchnąć, ale to nie było łatwe.
- A to Rebeca. - Przedstawił mi ją.
Uśmiechnęłam się sztucznie, bo już mi się nie podobała. Widziałam jak patrzyła na mnie z pogardą.
Kiedy oni gadali już z 15 minut ja wymyślałam setki planów jak zabić Jack'a a przy okazji tą landrynę.
- Jack chyba musimy już iść. - Powiedziałam kiedy oni byli tak pochłonięci rozmową, że wydawało mi się że już nigdy nie skończą.
- No chyba masz rację. - Powiedział patrząc na zegarek umieszczony na nadgarstku.
- Miło cię było spotkać Jack. - Powiedziała ta lala i znowu przykleiła się do niego.
- Tak... Ej! - Powiedział jakby wpadł na genialny pomysł.
Spojrzałyśmy na niego razem z pytającymi spojrzeniami. Nie, przepraszam to ja na niego spojrzałam z pytającym wyrazem twarzy, a ona patrzyła na niego jakby widziała jakieś bóstwo.
- Rebeca może pójdziesz ze mną i z Alice dzisiaj do tego klubu koło przystani? - Zapytał Jack.
Nie, nie, nie!
- Wiesz Jack... Ja nie chcę się narzucać. - Powiedziała z przesłodzonym wyrazem twarzy.
No właśnie więc spadaj stąd.. .
- Ale ty się nie narzucasz.
Co z tego? Nie chce z nią iść.
- Alice nawet chce żebyś szła. Prawda? - Spojrzał na mnie.
- Taaak...
Nie, nie, nie!
- No dobrze. To o 19 koło portu? - Zapytała z chytrym uśmieszkiem.
- Wspaniale.
W końcu pożegnali się. Oczywiście dziewczyna pocałowała go prawie w usta, ale Jack zdążył przekręcić głowę, tak że jej usta zetknęły się tylko z jego policzkiem.
Kiedy wracaliśmy Jack opowiadał mi o niej, ale nie za bardzo go słuchałam.
Świetnie. Zapowiada się najgorszy wieczór w życiu. - Pomyślałam i weszłam do domu dziadka Jack'a.




********
Hej, hej, hej!
Witam was wszystkich po małej przerwie.
Mam nadzieję że spodobał wam się rozdział piętnasty.
Dziękuję za wszystkie komentarze pozostawione pod ostatnim postem.
Jesteście wspaniali ;*
Do następnego!


29 września 2013

Rozdział 14

Niedziela
Dzisiaj wyjeżdżam z Jack'iem i jego rodzicami do jego dziadka na calutkie dwa tygodnie! Ahhhh... Jak ja długo czekałam na ten moment. Jeszcze tylko 7 godzin i 16 minut do wyjazdu. W końcu wyrwę się z tego wariatkowa!
Przed wyjazdem postanowiłam spotkać się Michelle. W sobotę była na randce z Zac'iem, więc się nie widziałyśmy. Obiecała mi dzisiaj wszystko opowiedzieć, no i ja muszę opowiedzieć jej o ostatnim wieczorze z Jack'iem. Wczoraj z nim widziałam się tylko przez chwilę, bo od 7 do 22 mieli całodniowy trening. Oczywiście ich trener nie wpadł na ten genialny pomysł, że każdy z nich wyjeżdża i musi się jeszcze spakować, więc kiedy wrócił zmęczony, weszłam do niego na chwilę i gadaliśmy z 5 minut.

*****
- Mamo wychodzę! - Krzyknęłam zakładając buty.
- Gdzie? - Zapytała wychodząc z kuchni i stając na przeciwko mnie.
- Do Michelle. - Powiedziałam znudzona, bo wiedziałam, że zaraz zacznie mnie o wszystko wypytywać.
Jak dobrze, że już niedługo wyrwę się i będę miała chociaż tydzień z głowy.
- O której wrócisz?
- Nie wiem. - Nacisnęłam klamkę w drzwiach.
- Mam nadzieję, że państwo Hudsonowie, nie będą musieli na ciebie czekać. Pamiętaj, że to oni zaprosili nas do siebie.
- Dobrze mamo. - Powiedziałam i skierowałam się w stronę windy.

Po około 15 minutach byłam już przed domem Michelle. Kiedy chciałam otworzyć drzwi do klatki, ktoś z drugiej strony uczynił to samo, przez co upadłam na zimne kafelki.
Nie byłam zbyt wzruszona, ponieważ takie przypadki zdarzają mi się zadziwiająco często, więc wstałam, wyszeptałam niemrawe "przepraszam" i skierowałam się w stronę drzwi.
- Ej czekaj! - Usłyszałam wołanie za sobą.
Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego, przystojnego bruneta z zakłopotanym uśmiechem, na którego prawdopodobnie przed chwilą wpadłam.
- Hmm..? - Podniosłam jedną brew.
Nie przypominam sobie, abym go znała.
- Ty jesteś Alice? - Zapytał.
- Tak. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Jestem Zac. Michelle mówiła, że zaraz do niej przychodzisz... - Podał mi rękę, którą uścisnęłam.
- Ahh no tak... I pewnie przez to wyrzuciła ciebie? - Zapytałam ze śmiechem.
- Można tak powiedzieć. - Również się zaśmiał. - Miło było cię poznać.
- Mnie również - Odpowiedziałam, posyłając mu ciepły uśmiech i pukając do drzwi domu Michelle.
Nie musiałam czekać bo po chwili otworzyła mi je roześmiana blondynka.
Zdjęłam buty i podążyłam za nią do jej pokoju.
- Spotkałam twojego kochasia. - Powiedziałam rzucając się na łóżko.
- Co? - Zapytała Michelle, ze zdziwieniem.
- No... Zac'a, nie?
- Ohh... Doprawdy...
- Nie zły jest. Brałabym gdyby nie to, że jest twój. - Powiedziałam z uśmiechem i usiadłam koło przyjaciółki. - Jak wam się układa?
- Nie źle. - Na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.
- Ej, ej, ej! Czy ja czegoś nie wiem? - Zapytałam podnosząc na nią wzrok.
- Nooo... Wczoraj nie było moich rodziców w domu i spaliśmy u mnie...
- Spaliście razem?! - Prawie krzyknęłam wstając z łóżka.
- No... Co w tym dziwnego... Ej! Nie "takie" spaliśmy! Leżeliśmy koło siebie! - Powiedziała ze śmiechem.
- No dobra, dobra. - Usiadłam z powrotem obok niej.
- A jak tam ty i Jack?
Na samo wspomnienie tego imienia na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hmm... - Oparłam swoją głowę na jej ramieniu.
- No gadaj. - Pospieszyła mnie dziewczyna.
- No w piątek wieczorem spotkałam się z nim...
- Czekaj, przecież miałaś iść na imprezę z Tom'em...
- No, ale nie poszłam, jeden wielki dupek. W każdym razie spotkałam się z Jack'iem. Przeprosiłam go. Wyszliśmy na balkon, było tak romantycznie i...
- I? - Zapytała zniecierpliwiona Michelle.
- Pocałowaliśmy się. - Wyrzuciłam szybko. - Masz coś do picia?
- Tak, na stoliku jest wo... Jak to się pocałowaliście?! - Chyba dopiero po jakimś czasie dotarły do niej moje słowa.
- No tak wyszło... - Powiedziałam i zarumieniłam się.
- Ale to... Jesteście razem? - Zapytała.
- My... - Chciałam jej odpowiedzieć, ale nie potrafiłam.
Przecież tak naprawdę pocałowaliśmy się, ale... No właśnie. Jack tak właściwie nie poprosił mnie o chodzenie. A co jeśli to był taki jednorazowy wybryk i on teraz tego żałuje? Powie mi "Sorry Alice, ale to chyba nie to", albo coś w tym stylu. Albo stwierdzi, że nie warto, że bardziej podoba mu się Amanda i z nią chce być, albo... Nie dobra, nie przesadzajmy. Po Jack'u można spodziewać się wiele, ale żeby uganiał się za taką dziewczyną jak Amanda... Chyba nie.
- Wy? - Z moich przemyśleń wyrwała mnie Michelle.
- Ja... Nie wiem...
- Jak to nie wiesz? - Zapytała otwierając szerzej oczy.
- No nie wiem, czy jesteśmy razem. Jack nie poprosił mnie o chodzenie. - Powiedziałam ze smutnym wyrazem twarzy.
- Nie martw się. Jedziecie teraz razem na ferie. Na pewno wszystko się ułoży. - Powiedziała Michelle i pociągnęła mnie za rękę.
Spojrzałam na nią pytającym spojrzeniem.
- Chodź. Nie będziemy się widziały przed dwa tygodnie. Musimy zrobić coś fajnego.

*****
Weszłam po cichu do domu, ciągnąc za sobą kilka toreb z ubraniami. Oczywiście Michelle mówiąc "zrobić coś fajnego" miała na myśli wspólne zakupy.
Szybko skierowałam się do mojego pokoju. Do walizki wrzuciłam kilka nowych rzeczy, a resztę schowałam do szafy. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 16.46 co oznaczało, że za 14 minut wyjeżdżamy. Szybko dopięłam walizkę i wyszłam z nią z mojego pokoju. Weszłam do salonu, w którym siedziała moja mama z mamą Jack'a.
- A gdzie reszta? - Zapytałam siadając na kanapie.
- Znoszą walizki. - Powiedziała mama Jack'a.
- Pójdę dać im moją. - Powiedziałam i wstałam ciągnąc moją torbę.
Nie była ona zbyt lekka, więc zajęło mi to chwilę. Kiedy w końcu udało mi się wyjść z nią na klatkę niechcący wpadłam na kogoś. Tym kimś okazał się być mój tata.
- O daj zniosę ci ją. - Powiedział i odebrał bagaż.
- Dobrze. - Nacisnęłam guzik do windy.
- Alice? - Zapytał.
- Hmm? - Weszliśmy do środka
- Tylko jak tam już będziecie to masz być grzeczna.
- Oczywiście. - Powiedziałam z uśmiechem.
- I żadnych wygłupów, bo jak na razie nie chcę być dziadkiem.
Spojrzałam na niego, szeroko otwierając oczy.
- Ale ja...
- Alice. Różne rzeczy się dzieją, ale ufam ci. Jasne?
Powoli pomachałam  głową w dół i w górę, aby dać mu do zrozumienia, że pojęłam to co chciał mi przekazać.
Wysiedliśmy z windy i udaliśmy się w stronę samochodu państwa Hudsonów.
Przed nim stał Jack i jego tata. Wpakowywali nasze rzeczy z całkowitą łatwością, ponieważ mieli duży terenowy samochód.
Jack jak zwykle wyglądał zabójczo. Jego wąskie, czarne rurki i jeansowa koszula dodawały mu takiego seksapilu, że byłam w stanie teraz i tu rzucić się na niego, ale fakt, że byli z nami nasi ojcowie trochę mnie powstrzymywał.
- Alice, zmieściłaś się w tak małą walizkę? - Spojrzał na mnie z podziwem pan Hudson.
- Ymm... Sama się sobie dziwie. - Powiedziałam z uśmiechem i spojrzałam na Jack'a, który mi się przyglądał.
Po pięciu minutach, na dwór zeszła moja mama z mamą Jack'a. Szybko pożegnaliśmy się. Oczywiście mama dała mi reklamówkę pełną jedzenia, jakbym jechała sama na dwa miesiące na Syberię. Nim się obejrzałam, siedziałam koło Jack'a i grałam z nim w karty.
- Teraz ja! - Krzyknęłam, gdy ten chciał wziąć kolejną kartę.
- Dobra, dobra. - Uśmiechnął się i ją odłożył.
Nie wiem z czego on tak się cieszył, bo jak na razie przegrywał, ale co zrobić, głupi ludzie chyba tak mają.
- Wygrałam! - Krzyknęłam, gdy pozbyłam się ostatniej karty.
- Oszukiwałaś! - Powiedział chłopak składając wszystkie karty do jednej kupki.
- Nie prawda! Albo się ma to szczęście, albo nie.
- Kto ma szczęście w kartach, ten ma pecha w miłości skarbie. - Powiedział z chytrym uśmiechem. - Dobrze, że ja mam chociaż szczęście w miłości. - Spojrzał mi w oczy.
Zarumieniona spuściłam głowę i przeczesałam włosy ręką.
- Ale myślę, że w twoim przypadku, stwierdzenie "głupi ma zawsze szczęście" sprawdza się lepiej. - Powiedział i zaczął się śmiać, jakby powiedział coś błyskotliwego i śmiesznego.
O nie! Ja tego nie odpuszczę!
- To co może zakład? - Zapytałam z chytrym uśmiechem.
- O co? - Spoważniał.
- Ty coś wymyśl geniuszu.
- Dobra. To ten kto wygra bierze duży pokój, a ten kto przegra musi spać pierwszy tydzień w szopie.
- Niech będzie. - Powiedziałam i pociągnęłam pierwszą kartę ze stosu.

*****
- Nie, to nie możliwe! - Powiedziałam, gdy Jack pozbył się ostatniej karty, a ja trzymałam w ręce ponad połowę stosu.
- Takie życie kochanie. Śpisz w szopie. - Uśmiechnął się i klasnął w dłonie.
- No chyba nie. - Powiedziałam zakładając ręce na ramiona.
- Zakład to zakład. - Powiedział i poklepał mnie po ramieniu.
- Yhh... - Westchnęłam i obróciłam się do niego plecami.
- Tylko wiesz... Tam nie ma ogrzewania i są szczury... - Powiedział kładąc głowę na moim ramieniu.
- Żartujesz! - Krzyknęłam i odwróciłam się w jego stronę.
- No tak trochę. Ogrzewanie jest, szczury też.
- W życiu tam nie wejdę.
- Będziesz musiała. - Powiedział i włożył w swoje uszy słuchawki.
Ja zrobiłam to samo i myśląc o tym przeklętym zakładzie zasnęłam.

*****
- S'il vous plaît supprimer passeport* - Usłyszałam nieznany mi głos.
Szybko podniosłam głowę i spostrzegłam, że stoimy na granicy.
- O Alice. Dobrze że się obudziłaś. Gdzie masz paszport? - Zapytała pani Hudson uśmiechając się.
Wyjęłam z torby książeczkę i podałam do przodu. Tata Jack'a dał ją razem z innymi paszportami policjantowi z zabawną czapką.
Szybko nam je oddał i zapytał o coś pana Hudson'a, ale nie rozumiałam tego za bardzo. Po chwili wszyscy włącznie z Jack'iem roześmiali się i patrzyli w moim kierunku.
Ja siedziałam nie rozumiejąc o co im chodzi. Pan Jack przejechał przez bramki i stanął koło małych sklepików.
- Czy mogę wiedzieć co się stało? - Zapytałam podirytowana po śmiali się z piętnaście minut odkąd policjant zadał pytanie.
- Wiesz Alice... - Zaczęła mama Jack'a, ale ten jej szybko przerwał.
- Oficjalnie jesteś moją żoną. - Powiedział z szerokim uśmiechem i objął mnie ramieniem.
- Co? - Podniosłam brwi do góry.
- Policjant który sprawdzał nasze paszporty myślał, że jesteś żoną Jack'a.
Teraz ja zaczęłam się śmiać jak opętana, a oni czekali z cierpliwością, aż się uspokoję.
Po jakimś czasie udało mi się opanować emocję i mogliśmy jechać dalej.
Spojrzałam na telefon, na którym miałam kilka wiadomości od rodziców i jedną od Michelle.
Rodzice jak zwykle pytali o drogę, więc szybko odpisałam że jest ok. Michelle również pytała, ale o Jack'a. Napisałam że jest normalnie i spojrzałam na zegarek który wskazywał 2.36.
Pani Hudson powiedziała że za pół godziny będziemy, więc nie było sensu się kłaść. Zaczęłam wyglądać przez okno i podziwiać uroki nocnego miasta, w którym tętniło życie.
Po 30 minutach staliśmy już przed całkiem dużym domem. Nie widziałam go za bardzo, bo nie był zbyt oświetlony.
Weszliśmy wszyscy, przywitaliśmy się z dziadkiem Jack'a i udaliśmy się do swoich pokoi.
Jack powiedział, że dzisiejszą noc mi odpuści, ale jutro mam spać ze szczurami. Ucieszyłam się, bo przynajmniej jedną noc mniej spędzę w normalnych warunkach.
Miałam pokój z Jack'iem bo jeden z pokoi był w remoncie. Umyłam się, przebrałam w piżamę i wskoczyłam pod miękką kołdrę. Łóżko było dość duże, więc miałam gdzie spać.
Po piętnastu minutach przyszedł Jack i położył się obok mnie. Czułam ciepło bijące z jego ciała, ale nie chciałam się obrócić w jego stronę bo bałam się, że nie wytrzymam i się rzucę na niego. Nagle poczułam, że obiął mnie ramionami i przytulił mnie od tyłu. Mogłam swobodnie wdychać zapach jego cudownych perfum, ale nie zajęło mi to długo, bo zmęczona podróżą szybko zasnęłam.


* Proszę o wyjęcie paszportu



*******
Hej wszystkim! Wiem,
wiem że musieliście czekać na ten rozdział bardzo długo,
ale troszkę nie wyrabiam.
W tym roku mam egzaminy i druga szkoła wcale mi tego nie ułatwia.
Nie chcę zawiesić bloga, ale niestety rozdziały będą pojawiały się rzadko.
Mam nadzieję, że was nie zawiałam i nie zawiodę.
Do następnego! ♥